Skip to content Skip to footer

Tęsknota za domem – jak sobie z nią poradzić ?

Kiedy zastanawiałam się nad tym co napisać na ten temat moją pierwszą myślą było: „no to całkiem poważna sprawa!“ , a następną: „Kim ja jestem, żeby komukolwiek radzić?“ Ale co mogę i chciałabym to zapytać: Za czym tęsknisz? Czym jest dla ciebie dom? Co czujesz, co widzisz kiedy o nim myślisz? Mi kojarzy się z czymś ciepłym, stabilnym, do czego wracam, odpoczywam i mogę być dokładnie taka jaka jestem. I czuję w sobie smutek na myśl o tym, że można nie mieć do niego dostępu. Bo tak z kolei kojarzy mi się słowo tęsknota. I jednocześnie mam pełne zrozumienie do tego stanu. Różnego rodzaju niepodważalne korzyści (a taka sobie całkiem przyziemna i jakże ważna kasa!) doprowadzają nas do życia daleko właśnie od tego domu. A potem te korzyści tam dalej są, ale tu uwiera, tam boli, bo czegoś innego znowu nie ma co było w domu, w Polsce. Tam był dom w dosłownym tego słowa znaczeniu, może mąż albo żona mieszkający z nami, może ciotka, mama kuzynka parę kilometrów od nas, przyjaciele, których znamy od lat, pani w sklepie zamiast „Hallo“ mówi „dzień dobry”, w sklepie nie trzeba się zastanawiać jak powiedzieć, że szukam bułki tartej, a mechanik rozumie dokładnie co opowiadamy zepsutym samochodzie.

I już idąc w stronę odpowiedzi na pytanie „jak poradzić sobie z” zaczęłabym od nie oceniania zbyt nisko
wpływu jaki ma na nas zmiana miejsca zamieszkania, a co dopiero zmiana kraju. Samo uznanie, ze no kurka tęsknię to
bardzo dużo. Czegoś nie ma tutaj co miałam/ miałem tam i mi z tym źle. I ja chyba nawet nie powiedziałabym, że
przestaniesz tęsknić. To chyba by bardziej znaczyło, że przestało ci zależeć. Ale może jednak coś da się zrobić….

Tęsknota za domem.

Tzn. że ten dom jest tylko jeden, i jest tam, a nie tutaj. I wtedy całkiem zrozumiałe, że cała uwaga płynie w tamtym kierunku. Ale może uda się ją odwrócić i zobaczyć co jest tutaj? Skupiając się na tym co jest daleko można przeoczyć wiele domowych rzeczy, które są pod nosem, a no dodatek dostępne. Ciepła herbata zrobiona z uważnością tylko dla siebie, kupiona dla siebie świeczka, ciepły koc w zimny wieczór, ulubiona piosenka, dobra kolacja. Dłuższa niż zawsze rozmowa z kolegą z pracy to może jeszcze nie przyjaźń na całe życie, ale może zbliży nas trochę bardziej i da uczucie bycia bliżej z drugim człowiekiem. Dłuższy telefon do przyjaciela, któremu opowiemy o tęsknocie. Albo wyciągniecie ręki do tego sąsiada, którego spotykamy codziennie na parkingu. Za czym jeszcze tęsknisz? Co możesz sobie dać? Poszukać tutaj? Może niektóre z tych rzeczy tutaj są. I tak sobie myślę, że dom i poczucie domu się buduje. Tak jak budowaliśmy wieloletnie polskie przyjaźnie, języka uczyliśmy się od dziecka czy rodzimy się w rodzinach, które też nie powstawiają z dnia na dzień. One potrzebują czasu. Ale równocześnie wydaje mi się to złożony temat i z tą tęsknotą chodzi u każdego o coś innego. Bo zanim zaczniesz budować dom tutaj, to pytanie czy w ogóle tego chcesz? Ale taki mały “domek“, jak ślimaczek, który nosisz ze sobą wszędzie, możesz na pewno niezależnie od tego. Tak żeby poczuć się dobrze tu i teraz. Wtedy łatwiej tęsknić. A i może wtedy się okaże, że niektóre tęsknoty nie są już tęsknotami, a tymi, które zostały, można się jeszcze zająć…