Skip to content Skip to footer

Nieleczona depresja- objawy …a w sumie to dlaczego pytasz?

DDbanie o siebie! Taki modny i w swoim brzmieniu łatwy slogan. Szczęściarz ten, który nauczył się tego w domu. I bez demonizowania rodziców i pozwalając sobie na uogólnienia, to co raczej słyszeliśmy w czasach kiedy ja byłam dzieckiem to: nie marudź, nie bój się (tak! nie można się bać), wszystko jest dobrze, nie wymyślaj…I skąd tu wiedzieć jak o siebie dbać, kiedy te zdania raczej do tego nie zachęcają?

A nawet jeśli te słowa nie padły bezpośrednio to wybrzmiewały w sposobie życia rodziców, które jako dzieci chcąc nie chcąc od nich przejmujemy. I znowu pozwalając sobie na uogólnienia, ale wychowywanie w Polsce w PRL, w blokach na małych przestrzeniach, z przekonaniami, ze praca jest ważniejsza niż wszystko inne, a komfort pojedynczego człowieka jakoś nie specjalnie, robi swoje….I jak tu być dorosłym, który dba o siebie, wie czego chce, a czego nie, a nawet jeśli jeszcze nie, to odważnie szuka?

Ale to nie wszystko!

Bo nawyki nawykami (nazwijmy dla ułatwienia tak te wyniesione z domu schematy). Ale niech do tego dojdzie, że życie doprowadziło nas do mieszkania za granicą. I są tego duże plusy, bo przecież wyjeżdżamy po to żeby nam było lepiej. Zarabiamy dobre/ lepsze niż w Polsce pieniądze. Stać nas na to w miarę nowe audi zamiast 20-letniego fiata, wyjazd na urlop, może odkładamy pieniądze na wkład własny na kredyt na mieszkanie, albo już je kupiliśmy, bo w euro zbiera się szybciej niż w złotówkach. Poza tym mieszkamy w często, nie oszukujmy się, bogatszym i przyjemniejszym dla oka otoczeniu, mamy blisko w Alpy lub inne atrakcje, które w Polsce są mniej dostępne. I jakby nie było to są ważne rzeczy! Życie jest łatwiejsze, kiedy nie musimy się martwić pieniędzmi (aż tak:)) i podstawowe materialne potrzeby mamy zapewnione.

Pomiędzy tymi korzyściami, bo przecież dlatego jesteśmy za granicą (choć powody bywają różne) pozostają jeszcze: Nie rozumiem tego języka. Rozumiem, ale nie umiem na tyle ile bym chciał/a. Nie rozumiem na tyle, żeby nawiązywać przyjaźnie. Nie rozumiem kiedy jestem w grupie o czym gadają albo co gorsza z czego żartują. Moi wieloletni znajomi zostali w Polsce. Z Niemcami nie umiem się zbliżyć tak jak z Polakami. Z tymi Polakami, których znam tutaj nie udało mi się nawiązać takiej więzi. Moja rodzina mieszka setki kilometrów stąd. Nie mam tu na miejscu kogo odwiedzać. Moje życie ogranicza się do partnera i dzieci tu miejscu. A i z tym partnerem bywa różnie…Może nawet z nim się nie dogaduję. To wszystko razem wzięte może być trudne do udźwignięcia. Potrafi nawet osamotniać…A jeżeli gdzieś pod spodem kryją się niesprzyjające nam sposoby reagowania na te trudności, których nauczyliśmy się w domu (właśnie np. wyżej opisane: „nie wymyślaj”) to trafiamy w miejsca z których ciężko jest wyjść.

Zaburzenia aktywności, utrata zainteresowań, obniżenie nastroju

tymi 3 głównymi kryteriami diagnostycznymi utrzymującymi się przez co najmniej 2 tygodnie straszy nas międzynarodowa klasyfikacja chorób ICD-10 określając depresje. Oprócz tych 3 głównych symptomów są jeszcze dodatkowe, które w zależności od ilości są podstawą diagnozy depresji lekkiej, średniej lub ciężkiej: niska samoocena, wyrzuty sumienia, zaburzenia snu, osłabienie koncentracji, ograniczona zdolność podejmowania decyzji, zaburzenia apetytu (w jedną albo w druga stronę), nawracające myśli samobójcze, zaburzenia libido. Poza najpowszechniej znanym zaburzeniem z grupy zaburzeń nastroju jakim jest właśnie depresja, norma określa jeszcze wiele innych zaburzeń w tej grupie. Taka np. dystymia, kiedy ktoś cierpi na chroniczne, czasami trwające lata depresyjny nastrój, ale kryteria lekkiej do ciężkiej depresji nie są spełnione. Albo „depresja  nietypowa”, kiedy nastrój na chwilę się rozjaśnia np. podczas spotkań z przyjaciółmi, lub kiedy przeżywamy coś subiektywnie przyjemnego (np. wypad za miasto), więc nie jest zachowana 2 tygodniowa ciągłość 3 głównych symptomów. W grupie zaburzeń nastroju jest jeszcze parę innych odmian. Można się w tym pogubić…

Diagnozę stawia lekarz psychiatra.

W razie potrzeby wspiera lekami, zaleca psychoterapię czy pobyt w klinice. Choroby układu hormonalnego, nerwowego, niedobory witaminowe również mogą mieć na wpływ na zaburzenia nastroju, a o nich nawet nie jestem w stanie się wypowiadać. Ja chyba bardziej niż na diagnozie, chciałam skłonić do popatrzenia szerzej. Od strony terapeutycznej zapytałabym co cię skłania do szukania objawów depresji? Zastanawiasz się czy ją masz? A może nie masz? Dlaczego szukasz odpowiedzi na to pytanie? Do czego potrzebna ci ta diagnoza?

Złe samopoczucie potrafi samo przeminąć.

Czasem zostaje dłużej, czasem krócej. I pojawia się z kompletnie różnych powodów. Ale za nim kryją się utrwalone sposoby reagowanie w określonych sytuacjach. One tam sobie z nami są, idziemy z nimi przez życie, nie zauważając, że nas prowadzą. Po czym pod wpływem jakiś trudnych wydarzeń uwidaczniają się i zamiast nam służyć, szkodzą. One nie znikną ot tak. Jeżeli tam nie zajrzymy, nie posprawdzamy co tam się dzieje, dlaczego tak reagujemy, mogą być z nami naprawdę długo. I właśnie to prowadzi nas do sytuacji z której ciężko jest wyjść (samemu). Zachęcam do szukania pomocy kiedy jeszcze nie jesteśmy na końcu skali i mamy tą książkowa depresję i już naprawdę nie wiemy co dalej, jesteśmy w pustce, samotności i gdzieś tam w tle ciągle gra ciężka muzyka. Złe samopoczucie przemija, ale to co gdzieś tam ukryte w tle zostaje, dopóki tam nie zajrzymy i nie posprawdzamy czego potrzebujemy i jak się tym zaopiekować. Jeśli czytasz o depresji to jakaś część ciebie wie, ze coś jest nie tak. Że gdzieś docierasz, albo już tam jesteś i nie wiesz co dalej. Z mojej strony bardzo zachęcam do szukania pomocy. Bez względu na kryteria diagnostyczne. Nie tylko w internecie. Jeżeli czujesz, że co jest nie tak, to tak czujesz. I to powinno wystarczyć.